Ławkowy problem

July 15th, 2002

Niedawno Sosnowiec świętował stulecie uzyskania praw miejskich. Rocznicowe obchody stały się okazją do refleksji nad historią miasta i jego współczesnym życiem. Jeden z naszych Czytelników, Marian Dzizach, napisał do redakcji “DZ” list z propozycją uczynienia miasta przyjaźniejszym dla mieszkańców.

- Coraz więcej na ulicach miasta i osiedli mieszkaniowych widać ludzi w podeszłym wieku – pisze pan Marian. – Ale ludzi tych widać tylko chwilowo. Pospacerują trochę lub zrobią zakupy i znikają w domach. Dlaczego? Ano dlatego, że na ulicach miasta i osiedlowych uliczkach nie ma ławek, gdzie Ci weterani kraju mogliby przysiąść, pogawędzić z innymi ludźmi i wymienić poglądy. To jest nienormalna sprawa. A miało być normalnie. Tak obiecywał SLD przed wyborami, podobnie obiecywały inne partie. Zbliżają się następne wybory samorządowe. Warto zrealizować te obietnice. Proponuję ustawienie =100 ławek na stulecie Sosnowca na każdym osiedlu?. My zaś emeryci, inwalidzi, renciści, bezrobotni, młodzież, matki z małymi dziećmi będziemy Wam wdzięczni.

- Władze samorządowe robią wszystko, by miasto było przyjazne ludziom – mówi sekretarz Urzędu Miejskiego Michał Kondek. – Od 1996 roku zakupiono 307 ławek, które zostały ustawione w parkach, na zieleńcach, bulwarach i na ul. Jagiellońskiej.

Ławki ustawiają nie tylko służby komunalne, ale administratorzy budynków spółdzielczych. Spółdzielnia Mieszkaniowa “Hutnik”, jedna z największych w Sosnowcu, w ostatnich 10 latach postawiła 320 ławek. Niestety, są niszczone przez wandali. Każdego roku na wiosnę trzeba je naprawiać. W 1996 roku ustawiono na Stawikach 51 ławek. Nie zdążyły postać długo. W ciągu miesiąca skradziono 40. W tym roku ponownie ustawiono 33 nowe ławki.

Okazuje się, że nie wszyscy mają jednakowe pragnienia. Do urzędu miejskiego wpływają prośby o likwidację ławek, bo… przesiadująca na nich wieczorami i w nocy młodzież zachowuje się hałaśliwie.

Miasto podpisało umowę na dostawę 240 ławek. Zostaną ustawione w różnych punktach Sosnowca w sierpniu.

Autor artykułu: (jew)

Niebawem rusza Tydzień Kultury Beskidzkiej

July 12th, 2002

Ponad 80 zespołów polskich, 25 grup zagranicznych, 51 koncertów zespołów, 19 koncertów kapel grup śpiewaczych i solistów, 4 korowody zespołów, około 3600 wykonawców. To tylko podstawowe cyfry jakimi scharakteryzować można tegoroczny 39. Tydzień Kultury Beskidzkiej. Rozpocznie się już za piętnaście dni, a odbywał się będzie od 27 lipca do 4 sierpnia. W Regionalnym Ośrodku Kultury trwają intensywne przygotowania do imprezy, drukują się już programy i foldery, trwa folklorystyczna gorączka w miejscowościach, w których tradycyjnie ustawiane są estrady. Jak zwykle gospodarzami imprezy będą Szczyrk, Żywiec, Wisła, Maków Podhalański i Oświęcim. Koncert promocyjny zaplanowano na sobotę 27 lipca o godz. 20.00 w Zabrzu. Wystąpią zespoły Ondraszek ze Szczyrku i Rekho ze Stolina na Białorusi.

Zespoły polskie, poza beskidzkimi, przyjadą z Poznania, Dębicy, Rabki Zdroju, Piwnicznej, Łącka, Łopusznej, Łososiny Dolnej, Bobowej, Łomży, Nawojowej, Oldrzychowic, Ostrowa, Krościenka, Tomaszowa Lubelskiego, Sierakowic, Krakowa, Kamionki Wielkiej, Nowego Targu, Czarnego Dunajca. Grupy zagraniczne przybędą z Bułgarii, Chorwacji, Białorusi, Czech, Danii, Łotwy, Portugalii, Rumunii, Słowacji, Turcji, Węgier, Włoch. Najegzotyczniejszymi atrakcjami mają być zespół tańców rytualnych z Angoli oraz Raices de Colombia z Tunja-Boyacá w Kolumbii.

Dwie najważniejsze imprezy o charakterze konkursu odbędą się w Żywcu. Do Festiwalu Folkloru Górali Polskich, który potrwa od 27 do 30 lipca, zgłosiło się blisko 20 zespołów, czyli około 100 wykonawców. Uczestnicy ubiegać się będą o Złote, Srebrne i Brązowe Żywieckie Serca. Koncerty w amfiteatrze Pod Grojcem poprowadzą Jadwiga Jurasz, Andrzej Maciejowski, i Krzysztof Trebunia Tutka. Druga impreza, mająca konkursowy charakter, to Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne, które potrwają od 31 lipca do 3 sierpnia. W sobotę podsumuje je wielki koncert finałowy, który trwa zazwyczaj do bardzo późnych godzin nocnych. Za bilety na koncerty płacić trzeba tylko w Żywcu i Makowie Podhalańskim. Wstęp na pozostałe estrady jest bezpłatny.
TKB to nie tylko koncerty, ale również kiermasze, targi sztuki, imprezy towarzyszące, które odbywają się w Istebnej, Ujsołach, a nawet Jabłonkowie na Zaolziu. Warto wziąć udział w tej spontanicznej, niezwykłej zabawie.

Autor artykułu: WANDA THEN

Specjalnie dla kolonistów za Parkiem Wodnym powstały boiska

July 12th, 2002

Dzieci są z Tarnowskich Gór, Bytomia, Radzionkowa, Lublińca – wylicza Ilona Krzempek, kierownik działu sportu i rekreacji w tarnogórskim Parku Wodnym “Delfinek”.

Dzień zaczyna się śniadaniem. Potem przychodzi czas na zabawy na boisku, w kręgu ułożonym z pniaków, gimnastykę, naukę języka, wycieczki rowerowe i basen. Potem obiad, chwila odpoczynku i powrót do domu. W ten sposób dwutygodniowe półkolonie organizowane przez Park Wodny spędza około 60 dzieci. Każdą z kilku grup wiekowych opiekują się instruktorzy i dopasowują program do możliwości dzieci.

Najstarsza grupa chłopaków przedpołudnia spędza zazwyczaj na wycieczkach rowerowych. Gdy spotkałam ich tydzień temu, wrócili właśnie z trzygodzinnej wyprawy rowerami do “Dolomitów” na granicy Tarnowskich Gór i Bytomia.

Większość chłopców była tam po raz pierwszy. Interesował ich budowany tam właśnie stok narciarski, z którego już pod koniec tego roku będzie można zacząć szusować.

- Zazwyczaj tyle w domu nie jeżdżę na rowerze – przyznał Marcin Woźnica z Boniowic. Jest najstarszy w grupie, ma prawie 17 lat. Po półkoloniach planuje jeszcze odwiedzić rodzinę w Niemczech. Czeka też na wycieczkę do Pragi, jaką obiecali mu rodzice.

- Szlakiem turystycznym spod parku dojechaliśmy do “Dolomitów” w 30, 40 minut. Jechaliśmy przez starą kopalnię srebra, do rezerwatu bukowego “Segiet”. Potem chłopaki trochę poszaleli na rowerach – opowiada Dariusz Krzempek, ich opiekun.

Prawie wszyscy przywieźli z wycieczki przynajmniej ćwierćkilogramowe kamienie. Zdaniem wszystkich najlepsze znalazł Paweł Duraj – na jego okazach widać żyłki białego kwarcu.

Młodsza grupa, czasie gimnastyki powtarza angielskie słówka. Za chwilę wskoczą do basenu. Niektórzy będą uczyli się pływać, inni będą doskonalili umiejętności. Potem wszyscy pobiegną na zjeżdżalnie.

- Ja mam najlepiej, bo tata pozwolił mi zjeżdżać z czarnej [czyli najwyższej] zjeżdżalni – mówi dumny Maciek Smierna. Mieszka w Opolu, ale na czas półkolonii przeprowadził się do Tarnowskich Gór, do babci.
Zazwyczaj dzieci przywożą rano do aqua parku rodzice jadący do pracy. Odbierają je o godz. 15.30, jeżeli mama czy tata jeszcze pracują, po dzieciaki zgłaszają się babcie czy ciotki.

Cena wodnych półkolonii nie jest najniższa, 350 zł. Jednak są w nią wliczone dwa posiłki (śniadanie i obiad), zajęcia sportowe, nauka angielskiego i to, co dzieciaki lubią najbardziej, dwie godziny w basenie.

Autor artykułu: MONIKA PACUKIEWICZ

Gwiazdy pod gwiazdami

July 12th, 2002

Już w najbliższy czwartek zainaugurowane zostanie IV Jurajskie Lato Filmowe. Impreza potrwa od 18 do 21 lipca na błoniach w Złotym Potoku. Pierwszym gościem imprezy będzie Jerzy Trela, który spotka się z kinomanami przed projekcją filmu “Quo vadis”. Na czwartek organizatorzy przygotowali także “Karierę Nikosia Dyzmy” i “Dzień świra”. W kolejne dni amatorzy filmu będą mogli obejrzeć 10 kolejnych obrazów i uczestniczyć w wielu imprezach towarzyszących (szczegółowy program imprez na piątek, sobotę i niedzielę podamy w kolejnym wydaniu piątkowym).

Jurajskie lato filmowe, to rzadka okazja oglądania filmów pod gołym niebem (niezależnie od pogody). Jest to także jedyne miejsce, gdzie widzowie przynoszą ze sobą stołki lub kanapy, na których siedzą podczas projekcji.

Autor artykułu: (zab)

Możliwy samozapłon

July 11th, 2002

W Będzinie cztery jednostki straży pożarnej zostały wezwane wczoraj po południu do gaszenia ognia. Zapaliła się trawa w Łagiszy, w rejonie ulicy Świerczewskiego. Ogień szybko się rozprzestrzeniał, ponieważ każdy silniejszy podmuch przenosił płomienie w różne miejsca. Akcja gaszenia, w której uczestniczyły jednostki z Będzina, Łagiszy, Grodźca i Wojkowic, trwała półtorej godziny. Z ogniem walczyło 24 ludzi.

Nie wiadomo, jaka była przyczyna powstania ognia. Ktoś mógł go zaprószyć. Nie wyklucza się jednak, że mógł on wybuchnąć samoczynnie, pod wpływem wysokiej temperatury. Nagrzany kawałek szkła stanowi potencjalne zagrożenie.

Wczoraj musieli również interweniować strażacy w Zawierciu. Zapaliła się trawa przy ul. Siewierskiej. Ogień tłumił jeden zastęp jednostki ratowniczo-gaśniczej. Podobne zdarzenie miało też miejsce w Porębie przy ul. Modrzewiowej. I tutaj ogień stłumił jeden zastęp strażaków.

- Najbardziej zagrożone są lasy iglaste na piaszczystych jurajskich glebach – mówi aspirant sztabowy Zbigniew August, zastępca dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Zawierciu. – Upały dramatycznie wysuszyły podściółkę. Maleńka iskra może wywołać olbrzymi pożar. W takiej sytuacji nawet natychmiast podjęta akcja gaśnicza nie jest w pełni skuteczna. Straty wywołane żywiołem idą w miliony złotych.

Zbliżający się weekend każe przypomnieć zasady zachowania w lesie i na turystycznych szlakach. Niestety, zdarzają się przypadki beztroski, lekceważenia zasad bezpieczeństwa przeciwpożarowego, niekiedy wręcz wandalizmu. Niektórzy zmotoryzowani turyści wjeżdżają samochodami do lasu, urządzają gdzie popadnie biwaki z ogniskami.

Jeśli się na to decydują, powinni to robić w miejscach wyznaczonych przez leśników. Wytycza się je zwykle na terenie odkrytym, w bezpiecznej odległości od drzew, gdzie nie ma obawy, że wybuchnie pożar.

Autor artykułu: (jew)

Przed wyborami radni wzięli kredyt na 47 mln złotych

July 11th, 2002

Dąbrowa Górnicza kwitnie, ale wcale nie oznacza to, że mieszkańcom będzie żyć się bardziej dostatnio, bo część inwestycji prowadzona jest na kredyt, który trzeba spłacić. A gmina ma pieniądze przede wszystkim z naszych podatków.

- Wolałbym, żeby mój syn jeździł teraz po dobrych drogach i spłacał kredyty, które zaciągnęliśmy, niż czekał na nie wiadomo co. Dzięki kredytom możemy inwestować, a to pobudza gospodarkę – mówił radny Marek Drożyński, podczas wczorajszej sesyjnej dyskusji o kredytach i zobowiązaniu Zarządu Miasta do przygotowań emisji obligacji komunalnych.

Wczoraj radni przegłosowali uchwałę w sprawie zaciągnięcia kredytu na 47 mln zł. W pierwszej wersji projektu była mowa o 82 mln zł. 35 mln zł miały być wydatkowane na budowę Miejskiej Biblioteki Publicznej. Z tego jednak zrezygnowano.

Nim przegłosowano uchwałę dotyczącą kredytu (przeciw było 5 radnych, a od głosu wstrzymało się dwóch) przez salę przetoczyła się dyskusja o zasadności zaciągania tak wysokiego kredytu na trzy miesiące przed wyborami.

- Radni Platformy Obywatelskiej wyrażają zdecydowany sprzeciw w związku z zaciągnięciem przez gminę kolejnych kredytów w aktualnie trudnej sytuacji finansowej. Faktem jest, że hala widowiskowo-sportowa została przyjęta w planie inwestycyjnym przez Radę Miejską, lecz również faktem jest, że nie była realizowana w latach znacznie lepszej kondycji finansowej miasta, mimo że przez 3 lata zaplanowano w budżecie wydatki na jej realizację – wyjaśniała radna Bogusława Ciaś.

Radny Jerzy Talkowski zarzucał władzom, że chcą wziąć przed wyborami kredyt i przeprowadzić prace przygotowujące emisję obligacji komunalnych na 50 mln zł.

Prezydent Marek Lipczyk podkreślał, że mimo wziętych wcześniej kredytów i pożyczek miasto stać na spłacanie zadłużenia.

- Wszyscy zgadzamy się, że emisja obligacji jest lepszym sposobem finansowania inwestycji, dlatego chcemy przyszłej Radzie Miejskiej przygotować wszystkie dokumenty i analizy opłacalności. To radni przyszłej kadencji będą głosować, czy warto emitować obligacje. Kredyt pozowali nam inwestować, a dzięki temu zapewnimy ruch w gospodarce i nowe miejsca pracy. Tak samo postąpiliby nasi następcy, wierzę, że będą się wywodzić także z SLD – wyjaśniał Marek Lipczyk.

47 mln zł kredytu, o wzięciu którego postanowili wczoraj radni, to nie jedyny kredyt, jaki ma na debetowym koncie gmina. Dąbrowa Górnicza ma do spłacania kredyt z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska na budowę oczyszczalni ścieków (19 mln zł). Poręczeniem tego kredytu jest… Park Zielona. Kolejny kredyt inwestycyjny to prawie 15 mln zł. Gmina spłaca go od lipca tego roku (do końca grudnia 2003 r.).

Ponadto nie można zapomnieć o dwóch sztandarowych budowach: aquaparku, gdzie gmina poręczyła pożyczkę dla spółki Nemo Wodny Świat, budującej kompleks basenowy wart 56 mln zł. Gmina także aportem wniosła w tę inwestycję teren Parku Hallera i ręczy za prawidłowy przebieg inwestycji.

Kolejnym obciążeniem jest też spłata (rozłożona na 15 lat) budowy Centrum Administracji, warta 87 mln zł. Ponadto kilka tygodni temu poręczono ZOZ-owi kredyt na 1 mln zł, a jeszcze wcześniej 1,9 mln zł dla PKM-u.

Autor artykułu: PATRYCJA STRĄK

Piknik na stadionie

July 11th, 2002

Około 150 osób weźmie udział w dzisiejszym festynie dla niepełnosprawnych. Letnia zabawa zarówno dla najmłodszych, jak i ich rodziców oraz opiekunów, odbędzie się na wodzisławskim stadionie. Wśród uczestników będą podopieczni miejscowego Ośrodka Rehabilitacji i Terapii Dzieci i Młodzieży oraz dzieci niepełnosprawne, którymi opiekuje się oddział Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.

W programie integracyjnej imprezy zaplanowane są gry i zabawy oraz poczęstunek. Inicjatorami dzisiejszego pikniku na stadionie są Rada Społeczna Ośrodka Rehabilitacji i Terapii Dzieci i Młodzieży oraz zarząd Fundacji “Wspólnota Dobrej Woli”. Od strony organizacyjnej festyn przygotował Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji “Centrum” w Wodzisławiu.

Autor artykułu: (isa)

Pogodna stulatka

July 10th, 2002

Anna Kozielska z rybnickich Chwałęcic 3 lipca ukończyła sto lat. Z tej okazji w intencji Jubilatki odprawiono uroczystą mszę. Odbyła się w ubiegłą sobotę w kościele pw. św. Barbary i Jana Nepomucena. Tego samego dnia panią Annę odwiedziły też władze miasta, które prócz kwiatów przyniosły solenizantce upominek. Anna Kozielska mimo kłopotów ze słuchem (z tego powodu rodzina musi do niej głośno mówić, co jednak nie ma nic wspólnego z awanturami) jest niezwykle pogodną staruszką z poczuciem humoru.

- Jak to będzie fajny synek, to se z nim pogodom – mówiła do rodziny na wieść, że odwiedzi ją reporter “DZ”. Żartowała też, że jeśli padnie pytanie, co lubi najbardziej, odpowie, iż chłopów. Rybniczanka urodziła się w 1902 roku w Chwałęcicach. Miała ośmioro rodzeństwa. Do dziś prócz niej żyje tylko najmłodszy brat Paweł Kozielski. Ojciec pani Anny był drwalem. Jubilatka od 14 roku życia musiała pracować. Najpierw dorabiała u jednego z miejscowych gospodarzy. W wieku 20 lat wyjechała do Mikołowa, gdzie przez kilka lat harowała w kopalni.

- Ciocia zatrudniona była przy załadunku węgla na powierzchni zakładu – opowiada Genowefa Kania, siostrzenica Jubilatki. W latach 20. ubiegłego stulecia Anna Kozielska znalazła zajęcie w znanej mikołowskiej restauracji “U Michała”. Podczas wojny natomiast została zatrudniona przy produkcji zapalników do bomb lotniczych.

- Niemcy powiedzieli jej, że pracuje tam za karę, ponieważ pochodzi z polskiej rodziny. Było to bardzo niebezpieczne zajęcie. Zapalniki często bowiem wybuchały – dodaje Genowefa Kania. Podczas okupacji solenizantka ryzykując życiem przez kilka lat ukrywała w swym domu Żydówkę, przyjeżdżała z nią nawet do rodzinnego domu w Chwałęcicach. Gdy sąsiedzi pytali, kim jest kruczowłosa dziewczyna, pani Ania odpowiadała, że to krewna z Poznania. Po wojnie Jubilatka natomiast znów wróciła do mikołowskiej restauracji. Pracowała tam do 1971 roku. Potem ponownie przeprowadziła się do Chwałęcic. Mieszka tu do dziś wraz ze swoją siostrzenicą.

Stulatka jest sprawna fizycznie i potrafi jeszcze sama o siebie zadbać. Bardzo lubi towarzystwo. W ciepłe dni chętnie przesiaduje z kotem na ganku lub wśród kwiatów. Jest pogodna i wesoła. – Proszę sobie wyobrazić, że ciocia nigdy nie była w szpitalu – dodaje Genowefa Kania.

Zapytaliśmy solenizantkę o receptę na długowieczność. – Trzeba dużo pracować. Ja jeszcze dziś potrafię dużo zrobić – odpowiedziała z uśmiechem. Anna Kozielska kazała nam również napisać, że jest bardzo wdzięczna ludziom, którzy się nią dziś opiekują. Nigdy nie wyszła za mąż, ale żyje otoczona miłością najbliższych.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

Zawali się czy nie?

July 10th, 2002

Mieszkaniec Wodzisławia przysłał do naszej redakcji list z fotografią. Na zdjęciu widać fragment mostu na rzece Leśnicy, który znajduje się przy ul. Targowej. Jeden z filarów obiektu jest w opłakanym stanie. Zniszczone zbrojenie i walące się cegły wzbudziły w naszym Czytelniku obawy, czy most lada chwila się nie zawali. “Ostatnia powódź, która miała miejsce w 1997 roku, podmyła lewobrzeżny przyczółek mostu. Obiekt jest bardzo stary, bo pochodzi z czasów budowy kolei do Chałupek, czyli około 1880 roku. Moim zdaniem wymaga on gruntownego remontu. Następne wezbranie wody na pewno zniszczy go do reszty” – pisze wodzisławianin.

Wzięliśmy fotografię, załączoną do korespondencji, sami przeprowadziliśmy wizję lokalną i stwierdziliśmy, że obiekt rzeczywiście wygląda tak, jak na zdjęciu. Udaliśmy się więc do wodzisławskiego magistratu. Jacek Szkolnicki z Wydziału Inwestycji nie potrafił nam odpowiedzieć na pytanie, czy uchwycone obiektywem zniszczenia są poważne. W Urzędzie Miasta nie dowiedzieliśmy się również, kto odpowiada za walący się most. Podobno winę ponosi administrator rzeki Leśnicy.

- Trzeba to będzie jednak sprawdzić. Wcześniej nie było żadnych interwencji w sprawie fatalnego stanu mostu. Na pewno w najbliższych dniach wyślemy na miejsce ekipę fachowców, która przyjrzy się zniszczeniom. Moim zdaniem nie ma zagrożenia, że most się zawali – zapewniał Jacek Szkolnicki.

Tymczasem Józef Klepacz, wicedyrektor Rejonowego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gliwicach, twierdzi, że odpowiedzialność za stan mostów spoczywa na administratorze drogi, nie rzeki. Pytanie zatem, do kogo należy droga w centrum miasta? Za kilka dni poinformujemy Czytelników o wynikach urzędowej inspekcji oraz o tym, czy most doczeka się remontu.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

Tacy jesteśmy

July 10th, 2002

Wczoraj reporterzy “DZ” po raz kolejny sprawdzali, czy mieszkańcy regionu są wrażliwi na różne codzienne kłopoty i przykre przygody, które mogą spotkać każdego z nas. O pomoc w przeprowadzeniu tego nieco ryzykownego przedsięwzięcia poprosiliśmy naszą koleżankę Agnieszkę z agencji reklamowej “DZ”.

Pojechaliśmy na jedno z rybnickich osiedli przy ul. Kilińskiego. Zapukaliśmy do drzwi mieszkania na parterze. Po wyjaśnieniu sprawy lokatorzy udostępnili nam swój balkon. Agnieszka udawała osobę, która przypadkiem zatrzasnęła sobie drzwi w mieszkaniu. Nie miała klucza, została więc uwięziona. Wyszła na balkon. Zaczęła bezradnie rozglądać się wokoło. Próbowała nawet sama zejść przez balkon. Przez długi czas nikt nie reagował. Po kilku minutach w oknie sąsiedniego mieszkania pojawiła się kobieta.

- Proszę mi pomóc. Rodzice wyszli i zamknęli mieszkanie. Nie mam kluczy, a muszę wyjść – zaczęła prosić Agnieszka. Była bardzo przekonywająca. Niestety kobieta z przestrachem szybko zamknęła okno.

Zrezygnowana dziewczyna znów sama próbowała sforsować balkon. Jej zabiegi dostrzegli dwaj panowie. – Pomóżcie mi proszę – Agnieszka spojrzała na nich zalotnie.

Mężczyźni ochoczo przystąpili do działania. Agnieszka przeszła przez balkon. Panowie dzielnie ją ubezpieczali. W końcu nasza koleżanka bezpiecznie wylądowała na ziemi.

- Przecież nie mogliśmy nie pomóc tak ładnej dziewczynie – oświadczyli reporterowi “DZ” Damian i Grzegorz, wybawcy sympatycznej Agnieszki. Gdy zapytaliśmy, czy byliby równie skorzy do pomocy, gdyby w potrzasku znalazła się mniej atrakcyjna kobieta, zapadło milczenie. Panowie szybko jednak odzyskali rezon. – No cóż, też byśmy oczywiście pospieszyli na ratunek – zapewnili nas solennie.

Autor artykułu: (adr)