Ponad 100 rolników z Jeziorowic i pobliskich miejscowości uczestniczyło w piątkowym spotkaniu z liderem “Samoobrony”, Andrzejem Lepperem, i przedstawicielami Śląskiej Izby Rolniczej. Dyskutowano nad sytuacją w kraju, przyszłością rolnictwa i perspektywami po wejściu Polski do Unii.
- Największym problemem naszego kraju jest brak odpowiedzialności rządzących za popełnione błędy i przestępstwa. Każda odchodząca ekipa w nagrodę za zło, które wyrządziła, dostaje zamiast odpowiedniej kary wysokie odprawy i dobre posady. Nikt za nic nie odpowiada. Od 12 lat realizowana jest tzw. taktyka spychologii – mówił Andrzej Lepper. – Ludzie powoli mają już dość tej obłudy i polskiej demokracji, w której nie ma miejsca dla rolnika. W sytuacji, gdy rolnik żyje w coraz większej nędzy, nie ma zbytu na zboże i inne produkty rolne, do kraju importuje się wszystko z zagranicy i do tego robią to ci, którzy powinni dbać przede wszystkim o interesy Polaków.
Andrzej Lepper mówił też o sprzedaży polskich banków (twierdzi, że w 80 proc. znajdują się już w rękach zagranicznych) i kolosalnych wypłatach dla ich prezesów (wysokość dochodów kilkakrotnie przewyższa dochody prezesów banków w krajach zachodnich). Same zwolnienia z podatków, jakie nasze państwo zafundowało właścicielom hipermarketów kosztuje budżet 12 mld zł rocznie, co jest niebagatelną kwotą, jeśli się weźmie pod uwagę fakt, że na finansowanie rolnictwa brakuje 2 mld zł.
- W ten sposób importujemy do naszego kraju bezrobocie – dodał Andrzej Lepper. – Nie ciekawiej prezentują się spółki Skarbu Państwa. Choć większość przedstawia ruinę ekonomiczną i grozi upadłością, pensje prezesów rosną. Zwykły kierowca w “Miedzi Polskiej” zarabia 44 tys. zł. plus 150 procent premii. Niewiele zmieni sytuację polskiego rolnictwa wejście do Unii. Już staliśmy się przecież rynkiem zbytu dla towarów unijnych, a do tego Unia proponuje nam obniżenie i tak już niskiej produkcji jeszcze o 30 procent.
- Sytuacja polskiego rolnictwa jest wręcz beznadziejna – mówił Jerzy Szostkiewicz, rolnik z Łan Średnich. – A najgorsze jest to, że nie ma kto o nas zadbać. Nie mamy gdzie sprzedać zboża. Dawniej w każdej wsi były punkty skupu, teraz jest w okolicy kilka prywatnych, ale płacą niewiele i to najczęściej musimy czekać na zapłatę miesiąc i dłużej. Nasze wejście do Unii też dla rolnictwa nie rokuje dobrze. Nie możemy się oglądać na Unię, ale musimy zacząć działać na własny rachunek, zawierając umowy partnerskie nie z Zachodem, którego rynek jest przepełniony, ale z krajami, w których nie ma nadmiaru żywności np. odnowić kontakty z Rosją.
Podczas spotkania wypowiadali się też przedstawiciele Śląskiej Izby Rolniczej.
- Ten rok jest rokiem preferencyjnym dla hodowców krów mlecznych – przypomniał Piotr Kufel, wiceprezes Zarządu ŚIR. – Niedawno powołaliśmy Wojewódzki Związek Hodowców Mleka, ponieważ jest to druga, obok holdingu cukrowego, gałąź, którą powinniśmy utrzymywać i o nią dbać, bo tak naprawdę tylko to nam zostało. Na dopłaty z Unii Europejskiej rolnicy nie mają co liczyć. Realna wysokość dopłat w Polsce wyniesie nie 25 proc., ale, jak sami obliczyliśmy, 12,5 procent.
Rolnicy skarżyli się na zbyt drogie paliwo, które przyczynia się w dużym stopniu do nieopłacalności zbioru zbóż oraz o obniżających się cenach na polskie produkty.
- W ostatnim czasie tak spadła cena tuczników, że z otrzymywanej nie tak dawno jeszcze kwoty 4,80 zł. teraz dostajemy zaledwie 2,90 zł. za kg żywca – mówi rolnik z Kleszczowej.
Autor artykułu: IWONA KUŹNIAK