Co zrobić z psem, gdy jedziemy na urlop? Przywiązać do drzewa w lesie, przerzucić przez płot schroniska albo wypchnąć z pędzącego auta? Niektórzy ludzie są gorsi od zwierząt – mówi Ewa Sosna, kierownik schroniska w Biskupicach. – Nie, nie chcę opisywać, z jakim okrucieństwem pozbywają się swoich psów i kotów.
Ostatnio w Kończycach leśniczy, będący świadkiem porzucenia psa, zdążył zanotować numer rejestracyjny pojazdu. Niestety, piesek uciekł do lasu. Kiedy go odnaleziono, był odwodniony i zszokowany. Mimo natychmiastowej pomocy weterynarza zdechł. Właściciela czeka sprawa w sądzie.
Pechowych czworonogów jest o wiele więcej. Psy, którym uda się przeżyć na wolności dziczeją i mogą stanowić zagrożenie dla człowieka.
- Dostaliśmy informację o wałęsających się watahach zdziczałych psów w okolicach hałd KWK Makoszowy, ale nie możemy wysłać tam pracowników ze względu na zagrożenie zawaleniem pozostałości poprzemysłowych budynków – dodaje Ewa Sosna.
Obecnie w zabrzańskim schronisku jest 210 piesków. Najszybciej nowych właścicieli znajdują psy rasowe. Są też poważnym “zastrzykiem pieniędzy” dla schroniska. Za takiego pieska ludzie chętnie płacą i 100 złotych. Niestety, większość trafiających do schroniska psów to kundelki. Ludzie tłumacząc się sytuacją ekonomiczną, czy modną ostatnio “alergią” pozbywają się w ten sposób czworonogów, które wiernie służyły im przez kilkanaście lat.
W rudzkim, największym w południowej Polsce, bo liczącym 380 podopiecznych schronisku “szczyt” przyjęć minął na przełomie czerwca i lipca. Beata Drzymała, kierownik placówki twierdzi, że najwięcej bezpańskich psów znajduje zwłaszcza w dzielnicach willowych. Ludzie podrzucają je tam, myśląc, że szybko znajdą nowych właścicieli.
- W najgorszej sytuacji są psiaki wrzucane nam przez płot. Zdarza się to średnio dwa, trzy razy w tygodniu. Nasi podopieczni chodzą wolno, więc traktują każdego nowego przybysza jak intruza. W najlepszym wypadku zostaje boleśnie poszarpany. Często, zwłaszcza nocą , nie udaje nam się uchronić go przed śmiercią w męczarniach – utyskuje Beata Drzymała.
W rudzkim schronisku w tej chwili są dwa boksery, z których jeden ma widoczne zmiany skórne, a drugi połamane łapki. Schronisko opuszcza średnio jeden piesek dziennie. Opinię o dużej ilości bezpańskich psów w miastach dementuje Barbara Malinowska, kierownik schroniska w Gliwicach, choć i ona potwierdza, że wakacje to najgorszy okres. Tylko do połowy lipca w schronisku przybyło 30 psów, w tym kilka rasowych. W tej chwili jest tam piękny husky i dwie suczki, owczarki niemieckie.
- Po akcji przeprowadzonej na wniosek mieszkańców osiedli Gwardii Ludowej i Kopernika okazało się, że aż 99 proc. złapanych tam bez kagańca i znaczka psów miało właścicieli! Przy 13-14 tysiącach czworonogów w naszym mieście, bezpańskich jest około 260, czyli 2 proc. populacji. Reszta z wałęsających się psów ma po prostu nieodpowiedzialnych właścicieli – twierdzi Barbara Malinowska.
Zazwyczaj sąsiedzi, zwłaszcza dzieci, nie mają problemów ze wskazaniem sprawców. Szkoda tylko, żę straż miejska rzadko ich karze. Najbardziej drastyczne przypadki w ostatnim czasie, to według Barbary Malinowskiej wyrzucenie przez dwie kobiety pieska w Brzezince z pędzącego, bordowego, eleganckiego samochodu (tu, podobnie jak w Zabrzu, świadkom udało się zanotować numer rejestracyjny wozu) i przyprowadzenie do azylu dziesięcioletniego psa, którego, jak się dzień później okazało, wieloletnia właścicielka twierdziła, że znalazła go na ulicy. Kobietę zdemaskował… syn!
Zwierzęta cierpią fizycznie i psychicznie, podobnie jak ludzie. Chętnym do zaoferowania dachu nad głową psu lub kotu podajemy telefony schronisk. Gliwice 305 09 43, Ruda Śląska 248 03 62 i Zabrze 271 47 97.
Autor artykułu: BARTEK MARTYNA, ELŻBIETA ADRYAŃSKA